Taki na przykład Jacek Jarecki utyskuje, że rok 2001 dawno minął, a nie można kopnąć się rakietą na Księżyc z przesiadką w Spławiu. A przecież tyle przepowiedni z powieści SF spełniło się co do joty. Na przykład Philip K. Dick opisał w powieści
Galaktyczny druciarz jak to (w godzinach pracy !) urzędnicy wykorzystują globalną sieć komputerową do zabaw w zgadywanki. Trzeba zgadnąć jak brzmiał oryginalny tekst nim zabrał się do niego elektroniczny tłumacz. A że powieść została opublikowana w 1969 roku, może warto uczcić okrągłą rocznicę i pokazać niedowiarkom, że zażywamy właśnie przyszłości i żyjemy w świecie spełnionych wizji.
Tak sobie pomyślałem i w godzinach pracy uruchomiłem googlowego tłumacza. Czym by go nakarmić ? Własnym tekstem byłoby nieskromnie, a klasykami - obrazoburczo; wybór padł na
Referenta. Wytnij, wklej - i już wrzucam w paszczę mózgu elektronowego:
Podniósł się z trawy i zaczął rozglądać za jakąś niepotrzebną kanką albo przynajmniej czajnikiem. W tym czasie Marcjanik poślizgnął się na liściu łopianu i wpadł do kanału. Kiełbasa zniknęła, a bochen chleba płynął w stronę stawu jak parostatek.
Poprosiłem o tłumaczenie na czeski, żeby było łatwo na początek. Myk-myk uwinął się tłumacz gracko. To ja zaraz proszę, żeby apiać na polski.
- Ooo, to prosty tekst - powiedział sobie w duchu elektromózg, natężył lekko kapacitrony, i zaraz mnie uraczył czymś takim:
Wynikły z trawy i zaczęli szukać wszelkich zbędnych lub przynajmniej Kaňka czajnik. W tym czasie Marcjanik poślizgnął liści łopianu i wszedł do kanału. Kiełbasa udał, a następnie bochen chleba w stawie, jak parowca.
Zuch tłumacz, pomyślałem. A spróbuj teraz, robaczku, angielskiego z francuskim. Spróbował. Nawet o wierszówkę nie spytał, tylko zaraz:
Wyniki trawę i zaczął szukać zbędnych, lub przynajmniej Kaňka puli. W tym czasie Marcjanik poślizgnął liści łopianu i wszedł do łańcucha. Kiełbasa poszedł, a następnie bochen chleba w stawie, takich jak pary.
Tu mi zaimponował. No, myślę, Referent pewnie ciekaw jak to przez portugalski przejdzie, a skoro już, to i hiszpańskim można rozbarszczyć. Tylko tę Kaňkę poprawiłem, bo mnie już trochę mierziła. I tak oto setki lat naukowego rozwoju ludzkości uraczyły mnie jeszcze ambitniejszym fragmentem prozy:
Wyniki trawę i zaczął szukać niepotrzebnych lub przynajmniej Kankava puli. Następnie Marcjanik poślizgnął liści łopianu i przybył do więzienia. Kiełbasa była, a następnie, misy chleba w stawie, jak para wodna.
Nu, pajechali, stwierdziłem i wrzuciłem hindi, na co Tłumacz wyświetlił tekst:
Jest wynikiem trawy i zaczął widzieć lub przynajmniej niepotrzebne Kankava statki. Następnie Marcjanik poślizgnął, łopianu i pozostawia go do więzienia. Mięsa i chleba w stawie, parowych i wodnych miski.
Ale ten tekst tylko mignął, a na ekranie pojawiło się wyraźne
Spieprzaj dziadu
i to dwudziestopunktową czcionką.
Ale może już wtedy trochę przysnąłem, bo nie słyszałem o żadnym innym przypadku, żeby się komputer wkurzył. Chociaż, kiedy wspomnę tego HALa z "Odysei kosmicznej", to zaczynam się obawiać, że kolejna wizja stoi już w kolejce do rzeczywistości.